poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 4

Trzy słowa lekcje, lekcje i jeszcze raz lekcje. Cały dzień spędziłam na lekcjach, za to przerwy przegadałam z Iris. Okazało się, że wiele nas łączy. Na długiej przerwie przechodziłam obok pokoju gospodarzy i usłyszałam łoskot. Weszłam bez pukania i zobaczyłam Nataniela pochylonego nad dużymi segregatorami. Podeszłam, żeby mu pomóc. Oczywiście, co to za dzień bez wypadku.  Moja czerwona spódniczka zahaczyła o kant stołu, co spowodowało jeszcze więcej hałasu. Runęłam jak długa, moja czarna koszulka na ramkach nie złagodziła upadku. Nataniel zerwał się jak oparzony i pomógł mi wstać. 
- Nic ci nie jest? - zapytał z przejęciem. 
- Nie, tylko ramię mnie trochę boli. 
- Gdzie? -
Wysunęłam prawą rękę przed siebie.
- Nie martw się, zostanie ci tylko siniak. Po co tu przyszłaś? 
- Usłyszałam hałas i chciałam sprawdzić, co się stało. 
- Wiesz... - Zrobił się cały czerwony. - Wszedłem tu dopiero, byłem na spotkaniu przewodniczących klas. Szuflada była wysunięta i się przewróciłem, pewnie mój zastępca zapomniał o zamknięciu jej. 
- Hahaha, widać nie tylko ja mam pecha. 
- Tak, hahaha. 
Wstaliśmy i zaczęliśmy sprzątać bałagan na ziemi, cały czas się śmiejąc. 
- Właśnie, dyrektorka chciała, żebyś zapisała się do klubu. 
- Co? Po co? - byłam zdziwiona. 
- Z tego, co wyczytałem w twojej teczce wynika, że lubisz się udzielać. 
- Serio? - Zrobiłam minę w stylu „Wow, coś mi wyszło (chyba)” - Czekaj, czytałeś moją teczkę? 
- No wiesz... - Znowu się zaczerwienił. - Wiem tylko, że przez trzy lata gimnazjum organizowałaś koncerty charytatywne, z dużym sukcesem. Bardzo dużo robiłaś dla niepełnosprawnych. 
- No wiesz. - Udałam oburzenie i próbowałam zakończyć temat. 
- Mamy tu klub koszykówki i ogrodników. Wszystkie inne kluby są pełne, na pewno nie chcesz wstąpić do któregoś? - Nataniel nie odpuszczał. 
- Emm... to jest kuszące, ale nie mam czasu po szkole. Co drugi tydzień pracuje i zajmuje się innymi, ważnymi sprawami. 
- O, szkoda. - Wyglądał na zawiedzionego.
Posprzątaliśmy papiery i wyszłam, znów zaczęły się lekcje. Dopiero po ostatnim dzwonku zaczęło być ciekawie. Na moim przedramieniu pokazał się duży, bardzo DUŻY siniak. Moja motocyklowa kurtka zasłoniła ślady mojego spotkania z ziemią. Kastiel czekał przed szkołą, nie widział mnie, bo właśnie z kimś rozmawiał. Obok niego stał chłopak z białymi włosami, dziwnie ubrany. 
- Kastiel! - Pomachałam mu i podbiegłam do niego. - Miałeś poczekać na dziedzińcu - powiedziałam z pretensją. 
-Przepraszam, to ja go odciągnąłem od szkoły. Czy my się znamy? - zapytał chłopak i spojrzał na mnie przenikliwie. 
- Nie, jestem tu nowa, mam na imię Renn. A ty jesteś? 
- Lysander, Kastiel to mój przyjaciel. - Kiedy to mówił zauważyłam, że ma dwukolorowe tęczówki, jedna była zielona, a druga żółta. 
- Masz fantastyczne oczy, używasz soczewek? - wypaliłam bez zastanowienia. 
- D-dzięki, ale wolę o tym nie mówić. - Zrobił się czerwony. 
- A co krwistobarwne soczewki już wyszły z mody? -  zapytał, dotąd milczący, Kastiel. 
- Wiesz, ja nie mam soczewek. - Zawsze wszyscy myślą, że to soczewki, nie lubię tego tłumaczyć, chociaż muszę. - To moje najnaturalniejsze oczy. - Chłopacy zostali wbici w ziemie. 
- Uważam, że mają one swój urok. - Lysander lekko się uśmiechnął, a Kastiel spiorunował go morderczym spojrzeniem - Wybaczcie mi, ale muszę iść. - Zniknął nam z oczu. 
Kastiel i ja poszliśmy robić obchód ulic miasta. 
- Serio to twoje prawdziwe oczy? 
- Mhm, wiem są dziwne. 
- Tak, ale mają swój urok.
Spojrzałam na rudzielca.
- Dzięki nim przykuwasz wzrok. Jesteś niepowtarzalna. 
- Lysander wie, że go cytujesz? 
- Mam po prostu podobne zdanie. 
- Jasne. - Uniosłam ręce w obronnym geście. 
Ten mały gest sprawił, że torba spadła mi prosto na siniak. Mimowolnie syknęłam z bólu. 
- Co ci jest? - zapytał zmartwiony chłopak, podszedł do mnie i odsłonił moje ramię. - Kto ci to zrobił?! Z chęcią mu przywalę. - Zaczął się wściekać. 
- No wiesz... to dosyć zabawne. Usłyszałam hałas i chciałam to sprawdzić, i wtedy zobaczyłam Nataniela... 
- Czekaj! Ten koleś cię uderzył?! - Kastiel ze złości zrobił się czerwony. - Co za dupek! Nie umie bić się z facetami , to sobie ćwiczy na tobie?! O, jak ja go dorwę!!! Tak mu walne w ten durny ryj, że się nie podniesie! 
- Kastiel, nie! To ja sama się przewróciłam. 
Rudzielec nie odzywał się prze chwilę. 
- Nie rozumiem, po co do niego tak chodzisz? Zakochałaś się w nim czy co? 
- Nie. - Zrobiłam się czerwona. - On jest po prostu miły i łatwiej się z nim dogadać, niż z tobą. 
- Wolisz takiego sztywniaka ode mnie? 
- Nie powiedziałam kogo wolę! Skończ temat, dobra?! 
- Ok.
Rozpaczliwie próbowaliśmy znaleźć inny temat.
- Podoba ci się miasto? 
- Tak, jest ładne. Nie takie wielkie jak poprzednie, ale o wiele lepsze. 
- A co twoi starzy myślą o tym miejscu? 
- Ja... mieszkam sama. - Zaczęłam się tłumaczyć: - Od rozwodu, nie mieszkam ani z jednym , ani z drugim. 
- Moich rodziców też często nie ma w domu. Pracują w liniach lotniczych i latają na długie dystanse po całym świecie. 
Pogadaliśmy o naszych rodzicach, ale unikaliśmy tematu szkoły. To pierwszy raz kiedy zwierzyłam się jakiemuś innemu chłopakowi niż Samowi. Doszliśmy do mojego domu. Zajęta myślami o Samie przypomniałam sobie jego twarz. 
- To pa. - Przytuliłam Kastiela na pożegnanie. 
- C-co ty robisz?! - Odsunął się, był cały czerwony. 
- Sorki, przypominasz mi kogoś. Znowu się zagapiłam. - Też zrobiłam się czerwona. 
- Nie szkodzi, za to cię lubię... - Spojrzałam na niego pytająco. - Jesteś najbardziej zakręconą, szaloną i szczerą niezdarą tego świata. - Uśmiechnął się do mnie. 
- Dzięki... To ja... - Pokazałam bezradnie na dom. - Ten... Już pójdę... - Pobiegłam do domu. 
Daje wam słowo, moje policzki są czerwone, aż do teraz. Nie był to najwyższej klasy komplement, ale z ust Kastiela to coś. Ciekawe o czym teraz myśli?

***

 Znowu spóźniłam się z rozdziałem  -__- . Tym razem to nie moja wina, Saanni mam nadzieje, że w końcu udało wygrać ci się z Wiedźminem. TERAZ NA POWAŻNIE: Koniec roku jest już za chwilę i korzystając z okazji chcę złożyć życzenia wszystkim uczniom, a w szczególności uczniom trzeciej klasy gimnazjum, jako że sama jestem w trzeciej klasie i stoję przed wyborem nowej szkoły.

Życzę wam miłych i pogodnych wakacji, dużo zabawy, śmiechu, nowych znajomych i super przygód. Niech wszyscy z was dostaną się do upragnionej szkoły i będą z niej zadowoleni. Nabierzcie siły na ten nowy rok i przeszalejcie całe wakacje. W skrócie 22% śmiechu, 50% szaleństwa i 27% znajomych i imprez oraz oczywiście 1% dobrej pogody. Miłych wakacji kochani ;)
 Korekta- Saanni
.Chcesz dowiedzieć się o mnie więcej? Wejdź w zakładkę "O mnie".

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 3

Tym razem nie zaspałam i spokojnie dotarłam do liceum. Dzisiaj założyłam dziurawe jeansy i rozpinaną, dziurawą bluzę z napisem „NO!”. Miałam też wygodne buty do chodzenia, bo glany i spacery się nie łączą.
Przeszłam przez próg szkoły i zobaczyłam swoje zdjęcie na każdej szafce. Wszystko byłoby super, gdyby nie wąsy domalowane flamastrem. Co za wstyd... Pomyślałam zażenowana, ale teraz nikt nie powie, że jestem niewidzialna. Właśnie taka jestem, obracam wszystko w żart. W gimnazjum to działało za każdym razem. Wsunęłam rękę do kieszeni bluzy i wyczułam jakiś papier. Wyciągnęłam go i przeczytałam. No nie, zapomniałam oddać to Natanielowi. Podeszłam do swojej szafki, zdarłam przerobione zdjęcia i wyjęłam książki.
Skierowałam się w stronę sali A. Weszłam do sali, prawie nikogo nie było, oprócz Kastiela. Usiadłam obok niego w ławce.
- Ładnie wyglądałaś na swoim zdjęciu, w szczególności z wąsami - powiedział i uśmiechnął się złośliwie.
- Ha ha ha, zabawne. Zastanawiam się, kto na to wpadł. - Uśmiechnęłam się. - Kto jest takim idiotą i myśli, że mnie to ruszy?
- Zgadnij, blondwłosa lafirynda podobna do osła z pokoju gospodarzy. - Chłopak przybliżył się do mnie.
- Amber? - Walnęłam się ręką w czoło. - Jaką trzeba być idiotką, żeby zniżyć się do takich żartów?
- Serio, chcesz wiedzieć? Bo na pewno dużą.
- To było pytanie retoryczne - powiedziałam z kamienną twarzą.
- Dobra, zmieniając temat, to gdzie dzisiaj idziemy?
- Jedziemy autobusem na początek miasta i obchodzimy każdą ulice do dworca, a potem wracamy do domu.
- Co?! Chcesz mnie zabić?! - Kastiel zaczął się denerwować.
- Nie, to tylko dwie godziny mojego towarzystwa! - odpowiedziałam urażona.
- Słuchaj...
Nie posłuchałam, ponieważ właśnie zaczęły się lekcje. Przez większość lekcji marzyłam o durnych rzeczach i pisałam notatki. Na przerwach włóczyłam się bez celu po korytarzach. Cały dzień był nudny. Dopiero na długiej przerwie wydarzyło się coś ciekawego.
Szłam do szafki i w pewnym momencie potknęłam się o czyjś podręcznik od matematyki. Na klatce schodowej siedziała ruda dziewczyna i czytała notatki. Podeszłam do niej z książką.
- Eee... Sorry, że przeszkadzam, ale to nie twoja książka? - zapytałam nieśmiało.
- Co? A tak, to mój podręcznik. Jestem Iris, a ty? - zapytała radośnie.
- Renn, to ja jestem tą  „nową”- przedstawiłam się. - Nad czym tak siedzisz? - Pokazałam na notatki.
- Nad matmą, nic z tego nie rozumiem.
- To masz szczęście, jestem świetna z matmy. - Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Serio? Nie chciałabyś mi pomóc? - poprosiła nieśmiało.
- Jasne!
Usiadłam obok Iris i tłumaczyłam jej zadanie. Ten mały przypadek sprawił, że zdobyłam nową znajomą. Lekcje już się skończyły, poszłam do szafki schować książki.
- Znalazłem cię - usłyszałam szept i odwróciłam się w jego stronę.
- Idziemy na przystanek? - zapytał Kastiel.
- Mam coś do załatwienia, spotkamy się na miejscu.
- A co to, to  „coś”? - zapytał i zmrużył oczy.
- Na pewno, nie twój interes.
- Dobra, spotkamy się za pięć minut - powiedział obojętnym tonem.
Zamknęłam szafkę i ruszyłam w stronę pokoju gospodarzy. Otworzyłam drzwi w poszukiwaniu Nataniela, jak zawsze siedział na swoim miejscu.
- Nie przeszkadzam? - zapytałam cicho.
- Hej. - Uśmiechnął się na mój widok. - Jasne, wejdź, i tak nie mam nic ciekawego do roboty. Coś chciałaś?
- Tak, zapomniałam ci to oddać. - Wygrzebałam papier od ojca.
- Co to? - zapytał Nataniel zabierając go.
- To zawiadomienie, że sama o sobie decyduje w sprawach szkolnych. Nigdy takiego nie dostałeś?
- Nie, raz dostałem od innego ucznia. Dobra, przekaże to dyrektorce.
- Ok, wielkie dzięki. To pa. - Odwróciłam się do drzwi.
- Nie chcesz zostać? - Nataniel zrobił się czerwony.
- Nie o to chodzi, jestem umówiona na zwiedzanie miasta z Kastielem. Ktoś musi zrobić te makietę. - Uśmiechnęłam się.
- Udało ci się go namówić, żeby ci pomógł? - zapytał z niedowierzaniem.
- A co w tym dziwnego?
- Kastiel to osoba, która nie ma szacunku do innych. Jest uparty, arogancki i nieodpowiedzialny. Dziwi mnie fakt, że taka osoba jak ty przekonała go do zmiany zdania.
Wtedy jak na zawołanie pojawił się Kastiel. Wparował do pokoju i natknął się na mnie.
- O, tutaj jesteś - stwierdził chłodno. - Za parę minut jest autobus, może skończysz paplać z tym durniem i wyjdziesz? - Złapał mnie za rękę i pociągnął do drzwi.
- Renn, przepraszam za moją siostrę, miałem powiedzieć ci wcześniej, ale nie mogłem cię znaleźć.
- Nic nie szkodzi. - Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
Kastiel w końcu postawił na swoim i wyciągnął mnie ze szkoły.
- Po co poszłaś do pokoju tego durnia?! - zapytał wściekły.
- To nie twój interes!
- Mam prawo wiedzieć!
- A ja mam prawo nic nie mówić!
- Dobra jak chcesz. - Zrobił kamienną twarz.
Doszliśmy na przystanek i czekaliśmy w ciszy. Ni z tego, ni z owego zdałam sobie z czegoś sprawę.
- Możesz puścić moją rękę?!
- Jasne. - Puścił moją obolałą kończynę.
Czekaliśmy tylko chwile, kiedy przyjechał nasz autobus, bez słowa usiedliśmy obok siebie. Dojechaliśmy na miejsce.
Zaczęliśmy robić zdjęcia budynków i ulicy. Po godzinie było mi tak gorąco, że nie mogłam wytrzymać. Zrobiliśmy sobie z Kastielem przerwę. Zdjęłam swoją bluzę, a pod spodem miałam coś bardziej przewiewnego. Miałam na sobie T-shirt, który był cały w dziurkach, oczywiście czarny. Sam odsłoniłby mi wszystko, dlatego założyłam pod niego neonowo-różową bluzkę na ramkach.
- Wow, nosisz coś innego niż czarny - powiedział Kastiel.
- Mój kolor ma jedną wadę, strasznie szybko się nagrzewa. Poza tym, ta bluzka - pokazałam na czarną koszulkę. - jest zbyt przewiewna, jak na moje standardy.
- Dla mnie jest w sam raz. - Uśmiechnął się zawadiacko.
Resztę dnia spędziliśmy na obchodzie wyznaczonych ulic. Pogadaliśmy o szkole i naszych zainteresowaniach. Oboje lubimy rocka, czarny kolor i nienawidzimy Amber. Po trzygodzinnym marszu z przerwami - długimi przerwami - dotarliśmy do dworca. Wróciliśmy pod szkołę i poszliśmy do domów. Kastiel odprowadził mnie kawałek. Okazało się, że mieszka trochę dalej na inne ulicy.
Kończę ten wpis i idę spać. Jutro czeka mnie powtórka z rozrywki, tym razem zwiedzimy okolice wokół liceum do końca mojej ulicy. Już bolą mnie stopy, a to dopiero wtorek.


***


Przepraszam was, że rozdział pojawił się później. Wrzucam go dzisiaj o 6:20 w PONIEDZIAŁEK, jestem śpiąca i półprzytomna, ale jakoś daje radę myśleć o tym co tu napisać. Z następnym rozdziałem postaram się bardziej, po prostu ostatnio w moim życiu dzieje się dużo rzeczy. Właśnie kończę gimnazjum i wybieram szkołę, do tego mam lekkie problemy z internetem. Jeszcze raz przepraszam i życzę miłego czytania. Zapraszam was też do komentowania, tak ciebie, ciebie i ciebie z tymi wielkimi słuchawkami też. Do kolejnego posta. :)Korekta - Saanni (przepraszam, że tak późno wysłałam ci materiał)Chcesz dowiedzieć się o mnie więcej? Wejdź w zakładkę "O mnie".

piątek, 22 maja 2015

Rozdział 2

Miałam racje, obudziłam się o siódmej. Pierwszy dzień szkoły, a ja już się spóźnię, pomyślałam z goryczą. Szybko wbiegłam do łazienki i zaczęłam się szykować. Umyłam twarz i zabrałam się do czesania moich niesfornych włosów w kucyk. Moje włosy sięgają do połowy pleców, tak naprawdę jestem blondynką, mam bardzo jasny odcień blondu, końcówki i trochę grzywki pofarbowałam na czarno (może to nieoryginalne, ale kocham ten kolor). Moje oczy są dosyć nietypowe, bo mają czerwony kolor, uwierzcie mi nie używam żadnych soczewek. Nie miałam czasu na makijaż, więc przejechałam czarną szminką po ustach i wyszłam.
Zrobiłam w kuchni kanapkę i otworzyłam tylne drzwi prowadzące do małego ogrodu. Wypuściłam psy i z kanapką w buzi otworzyłam drzwi do garażu. Czekała tam moja duma, piękny motor Suzuki Sześćset, oczywiście czarny. Wyprowadziłam go na podjazd z przodu i popędziłam się ubrać, tak cały czas byłam w pidżamie. Wpadłam do pokoju, otworzyłam szafę i szukałam ubrań. Zdecydowałam się na bluzkę na ramkach z czaszką, czarną spódniczkę do połowy ud i kabaretki. Sprawdziłam gdzie mam lekcje i zbiegłam na dół. Wpuściłam psy do środka, ubrałam glany i czarną skórzaną kurtkę. Zegar pokazał za piętnaście ósma. Chwyciłam torbę i kask, zamknęłam drzwi i pobiegłam do motoru. Odpaliłam go i pojechałam w kierunku szkoły.
Jest szansa, że zdążę, pomyślałam szczęśliwa. Wjechałam na parking szkolny zostawiłam motor i wbiegłam do szkoły. Miałam szczęście właśnie zadzwonił dzwonek. Kurcze gdzie tu jest sala A? Szczęście znowu się do mnie uśmiechnęło, sala A była akurat przede mną, weszłam do klasy. Na środku sali stał nauczyciel.
- O! Już jesteś, właśnie mamy godzinę wychowawczą - powiedział pan Farazowski. - Słuchajcie to jest właśnie wasza nowa koleżanka, Renn Perry.W całej klasie zaległa wielka cisza, wszyscy gapili się na mnie jak na kosmitę. - Zajmij miejsce w czwartej ławce przy oknie - polecił Farazowski.
Szybko poszłam na swoje miejsce i nie zgadniecie koło kogo miałam siedzieć. Tak, miałam usiąść obok chłopaka, który dzień wcześniej był w kawiarni. Zauważyłam, że jego oczy mają ciemnobrązowy odcień. Nie słuchałam Farazowskiego, wolałam popatrzeć po klasie.
- Ej, podasz mi długopis?Pytanie wytrąciło mnie z rozmyślań.
- Co? - zapytałam rozkojarzona.
- Długopis, koło twojej nogi. Podaj go.
- A proszę, to już nie powiesz? - Schyliłam się po długopis
.- Słuchaj nowa, ja nie muszę mówić pro...
- Podziel się tym z kimś innym - podałam mu długopis. - PROSZĘ, twój długopis.
- Super. - Spojrzał mi w oczy. - Ej, to ty. Ty pracujesz w tej kawiarni. - Rozpoznał mnie.
- Tak, nic ciekawego. - Machnęłam ręką żeby go zbyć.
- Coś się wczoraj nie spieszyłaś się z tą swoją robotą.
- Pff.
- Dobrze panna Perry i Kastiel zajmą się zrobieniem platformy naszego miasta. - Głos nauczyciela oderwał mnie od rozmowy. - Zgoda? Skoro wszyscy mają referaty na temat miasta wy zajmiecie się makietą. Wyrobicie się na przyszły piątek?
- Spokojnie - powiedziałam.
Lekcje dobiegły końca, a ja wyszłam z klasy musiałam jeszcze pogadać z głównym gospodarzem. Nagle na drodze stanęła mi blondynka i jej dwie koleżanki.
- Cześć, ty jesteś ta Renn Perry, prawda? Jesteś córką Astrid i Dominica Perrych, wyglądasz trochę inaczej bez tych sukienek, które nosisz w rozkładówkach - zaczęła mówić.
- Tak słu...
- O mój Boże, taki mi przykro z powodu twoich rodziców, byli taką piękną parą - ciągnęła dalej entuzjastycznie. - Pewnie ci ciężko, twoi rodzice to w końcu mega znana para i ta sprawa z rozwodem. Wyglądali naprawdę super. Ciekawe co twoja matka zrobiła, że się rozwiedli.
- Słuchaj...
- Amber, siostra Nataniela.
- Słuchaj! To moja sprawa czemu się rozwiedli i daj mi spokój. A tak na marginesie wygląd to nie wszystko, charakter też się liczy - powiedziałam i poszłam w stronę pokoju gospodarzy.
- Jeszcze pożałujesz, że mnie zlekceważyłaś! - wrzasnęła Amber, a w jej niebieskich oczach zapłonęła furia.
Wpadłam do pokoju gospodarzy. W pomieszczeniu siedział chłopak o blond włosach i złocistych oczach.
- Cześć, szukam Nataniela, widziałeś go może?
- To ja, szukasz czegoś? - powiedział z uśmiechem.
- Emm... Jestem nową uczennicą i przyniosłam resztę swoich papierów - powiedziałam zakłopotana.
- O! Miło z twojej strony, że się pofatygowałaś. Większość uczniów czeka do ostatniej chwili. Podałam mu plik kartek.
- Dzięki. Jeszcze tylko opłata i twoje zdjęcie.
- Tak, jasne. To jest opłata, a to... - Zaczęłam grzebać w torbie. - Zdjęcie musiało mi wypaść jak kłóciłam się z Amber - powiedziałam rozżalona.
- Co?! Kłóciłaś się z moją siostrą?!- Zaczęła wtrącać się w moje prywatne sprawy, to że wszędzie było głośno o moich rodzicach nie znaczy, że musi się w to wtrącać i wypytywać mnie o wszystko.
- Rozumiem. Znajdź to zdjęcie i mi je daj.
Chwyciłam za klamkę.
- Tak przy okazji jesteś całkiem miła. - Zatrzymał mnie ciepły ton Nataniela.
- Ale tylko po lekcjach - zażartowałam i uśmiechnęłam się przyjaźnie.
Ledwo przeszłam kilka metrów i upadłam na ziemię. Wpadłam na niskiego, brązowowłosego chłopaka, o zielonych oczach skrytych za grubymi szkłami okularów.
- Przepraszam, ja nie chciałem... Po prostu miałem tyle książek i... nie w-widziałem d-drogi - chłopak zaczął się tłumaczyć.
Podniosłam się z ziemi i pomogłam mu pozbierać książki.
- Nie, to ja przepraszam, za często się rozmyślam i nie patrze pod nogi. Czekaj! Czy ty nie siedzisz przede mną na angielskim?
- T-tak, myślałem, że mnie nie zauważyłaś. Jestem Ken. J-ja znalazłem twoje zdjęcie na korytarzu. - Podał mi małą karteczkę z moim wizerunkiem.
- Dzięki, właśnie jej szukałam. Na co ci tyle książek? - Zauważyłam pięć wielkich tomów.
- To na temat powstania miasta, ty też powinnaś się wziąć za pracę. Musisz sama zrobić makietę całego miasta w dwa tygodnie.
- Tak, ale jest jeszcze Kastiel - powiedziałam niepewnie.
- Nie liczyłbym na niego, on nigdy nie pomaga przy projektach - powiedział smutno.
- A nie wiesz, gdzie go znajdę?- Widziałem jak szedł schodami na dach, ale tam nie wolno wchodzić - ostrzegł mnie na odchodne.
- To nic, zaryzykuję - powiedziałam i pobiegłam w stronę pokoju gospodarzy.
Na korytarzu, przy szafce, stał Nataniel, podbiegłam do niego.
- Hej, mam zdjęcie. - Pomachałam mu kartką przed nosem. - Właśnie, gdzie są schody na dach?
- Na końcu korytarza... Czekaj po co chcesz tam iść? Tam nie wolno wchodzić.
- Wiem, ale muszę zająć się tą makietą razem z Kastielem.
- Nic nie zdziałasz, ten palant jest uparty jak osioł - powiedział chłodnym tonem.
- Tak, wiem już to słyszałam, ale jak nie spróbuje to się nie dowiem. Pa! - krzyknęłam do Nataniela i popędziłam na dach.
Biegłam w górę jak szalona. Zatrzymałam się przed drzwiami, wisiała na nich kartka z napisem Nie wchodzić. Pchnęłam drzwi i weszłam na dach. Zobaczyłam całe miasto, wyglądało cudownie. Kastiel stał do mnie plecami. Cicho się do niego zbliżyłam, z bliska zauważyłam, że coś pisze. Zajrzałam mu przez ramię. Kastiel zapisywał nuty.
- Cześć! - powiedziałam tuż przy jego uchu.
- Aaa! - Podskoczył przestraszony. - CO CI ODBIŁO DO JASNEJ CHOLERY?! - Odwrócił się do mnie ze złym wyrazem twarzy.
- No wiesz... - próbowałam się usprawiedliwić.
- NIE! TAK SIĘ SKŁADA, ŻE NIE WIEM!!!
Odsunęłam się o krok.
- I PO JAKĄ CHOLERĘ TU PRZYLAZŁAŚ?! Nie wiesz, że tu się nie wchodzi? - Chłopak mówił coraz ciszej, aż całkiem się uspokoił.
- A ty wiesz, że nie wolno tu być, czy może nie zauważyłeś tej tabliczki? W końcu była taka mała - powiedziałam sarkastycznie.
- Dobra, po co przylazłaś? - Chłopak przyjął swój obojętny ton.
- Mamy razem zrobić makietę miasta, pamiętasz?
- Nikt ci nie mówił, że ja nie robię projektów? - zapytał z rozbawieniem.
- No, Ken mnie ostrzegł i Nataniel coś wspomniał - powiedziałam z uśmiechem.
- Gadałaś z tym idiotą? - zapytał z niedowierzaniem.
- Pobudka! Jestem tu nowa, musiałam mu  zanieść  papiery.
- No fakt. Jesteś taka niewidzialna, że zapomniałem.
- Aha, dzięki za uwagę - powiedziałam sarkastycznie - A co z tym projektem?
- Nie wyraziłem się jasno?! Spadaj! - Znowu się zdenerwował.
- Dobra! Bez łaski sama to zrobię, poszukam map w bibliotece - powiedziałam obrażona.
- A wiesz gdzie ona jest?
- Nie, ale ją znajdę. - „Jakoś dodałam w myślach.
- Miłego szukania - powiedział oschle.
Zrozumiałam, że nie uda mi się go przekonać. Zrezygnowana odwróciłam się do drzwi, otworzyłam je i wtedy wpadł mi do głowy pomysł.
- W twoim zapisie jest błąd - powiedziałam i weszłam do szkoły.
Zeszłam tylko o piętro niżej i usłyszałam szybkie kroki na schodach. Nie musiałam długo czekać na Kastiela. Szybko podbiegł do mnie i zapytał:
- Jaki błąd? Gdzie?
- Daj kartkę.
Szybko podał mi papier.
- Dokładnie tu. - Pokazałam na nuty.
- Co? Gdzie? Nic nie widzę. - Stanął za mną. - Pokaż jeszcze raz. P-proszę.
- Co? Nie dosłyszałam. - Uśmiechnęłam się zadziornie.
- Powiedziałem proszę - burknął.
- Skoro tak ładnie prosisz. - Skierowałam palec na jedną z nut. - Widzisz? Ta nuta jest zła.
- Co? Jest dobrze, to ma tak brzmieć.
- Nie, jeśli chcesz żeby brzmienie było rockowe to musisz zmienić ton tej nuty. Grasz na gitarze elektrycznej, ta nuta będzie fałszem w tej piosence, każdy, kto się na tym zna go wyczuję. Zepsuje kompozycję... i to całkiem niezłą. - Uśmiechnęłam się do Kastiela.
- Wow, skąd wiesz na czym gram? I jak wiesz, że piosenka będzie dobrze brzmiała?  Przecież jej nie słyszałaś, grasz na czymś?
- Tak... na nerwach. Po prostu... wiem, często siedzę przy nutach i tekstach - powiedziałam wymijająco oddając mu kartki i odchodząc.
- Biblioteka jest w przeciwnym kierunku.
- Ok, tego nie było. - Szybko zawróciłam.
- Dobra, to czego szukamy? - Rudzielec pojawił się obok mnie.
- My? Ostatnio powiedziałeś, że mam spadać. - Nie ukryłam zdziwienia.
- No wiesz... Ty pomogłaś mi z tym. - Uniósł plik kartek. - To ja ci pomogę z makietą.
- Tak z ciekawości, po co poszedłeś na dach?
- Czasem lubię tam chodzić, zawsze jest tam cisza. - Lekko się zarumienił. - No i łatwiej się można skupić na pisaniu.
- Tak to piękne miejsce, a widok... jest po prostu cudowny. - Uciekłam myślami do panoramy miasta.
- Ta... jest niczego sobie. - Popatrzył się na mnie.Szliśmy jeszcze trochę, a ja ciągle marzyłam o tamtym widoku.
- Panie przodem. - Głos Kastiela przywołał mnie na ziemię. - Zapraszam do naszej biblioteki. - Uśmiechnął się.
Ja i Kastiel siedzieliśmy w bibliotece dwie godziny, znaleźliśmy jedną grubą książkę z mapą miasta. Świetnie się bawiliśmy, aż w końcu bibliotekarka wyrzuciła nas i musieliśmy iść do domu. Jutro idziemy obejść parę ulic, żeby zrobić zdjęcie każdego domu, hydrantu i każdej latarni. 
Teraz idę spać, ale muszę jeszcze przeczytać notatki z angielskiego. Chyba będę płakać. Trzy kartki o czasach przeszłych, załamie się. Tak mi się nie chcę.



***


Kolejny rozdział zrobiony, było ciężko i misternie, ale jest! Miłego czytania. 
PYTANIE DO WAS : Za kim jesteście bardziej za Kastielem czy Natanielem ? Osobiście sama nie wiem obaj są super :3Saanni dziękuję za korektę.  Chcesz dowiedzieć się o mnie więcej? Wejdź w zakładkę "O mnie". Następny post wkrótce :) Do zobaczenia znowu.

czwartek, 7 maja 2015

Rozdział 1

Plecy bolały. Kolana się pode mną uginały. Ręce drżały. Cały dzień pracowałam w kawiarni, bez chwili przerwy nosząc tace z kawą od jednego stolika, do drugiego. Na szczęście za godzinę miałam wrócić do domu.
Podeszłam do miejsca przy oknie. Siedział przy nim rudowłosy chłopak, widać było, że jest zirytowany, pewnie czekał na kogoś. Zebrałam siły, wyprostowałam się, poprawiłam strój i doprowadziłam mój kucyk do porządku. Poszłam w jego stronę wolnym i pewnym krokiem.
- Dobry wieczór, co panu podać? - zapytałam z wystudiowanym profesjonalizmem.

- Nareszcie! Ile można czekać?! Cole - powiedział z irytacją.

- Zaraz przyniosę - powiedziałam idąc do lady.
Przy ladzie stał Zack, mój dobry znajomy i towarzysz niedoli. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się i wskazał krzesło przed ladą.
- Co tam? Obsłużyłaś tego rudego? - zapytał żartobliwie.

- Tak, chciał cole - uśmiechnęłam się ciepło.

- Jak się czujesz? Pracujesz tu dopiero od miesiąca, a wyglądasz jakbyś pracowała dobry rok. - Rzucił mi zatroskane spojrzenie.
- Czuje się strasznie, wszystko mnie boli, a od jutra zaczynam nową szkołę. - Wyżaliłam się.
- Czyli wcześniej nie chodziłaś do szkoły?!
- Jasne, że chodziłam, tylko ona była w sąsiednim mieście. Teraz będę miał bliżej do domu i do pracy.
- Idziesz do Słodkiego Amorisa? To najfajniejsza szkoła jaką znam. - Uśmiechnął się przyjaźnie. - Masz cole, zanieś ją i zaczniemy sprzątać.

Zack postawił zamówienie na mojej tacy i zaczął czyścić ladę. Z trudem podniosłam się z krzesła i podeszłam do stolika rudzielca.
- Proszę, zamówienie. - Odeszłam nim klient zdążył odpowiedzieć.

Wzięłam ścierkę z lady i zabrałam się do czyszczenia stołów. Super, pewnie znowu zostanę po godzinach, a muszę jeszcze zrobić zakupy, pomyślałam z goryczą. Wycierałam stolik, za stolikiem, włosy zaczęły wpadać mi do oczu. Klient wyszedł i zostawił pieniądze na stole. Szybko umyłam podłogę, pożegnałam się z Zackiem i wyszłam z pracy. Pobiegłam na bazar, zrobiłam zakupy i zawróciłam do domu.

Spojrzałam na zegarek, pokazywał dziesięć po dziewiątej, na pewno jutro spóźnię się do szkoły. Doszłam do swojego małego domu. Otworzyłam drzwi, ledwie położyłam zakupy i zdjęłam swoją skórzaną kurtkę, a z pokoju wyleciały trzy cienie. To były moje psy, każdy był dobermanem, a różniły się tylko kolorami obroży. Pierwszy podbiegł Herkules (czarna obroża), potem Ares (czerwona obroża), a na końcu Ramzes (srebrna obroża).
Poszłam na górę do pokoju, odpuściłam sobie kolacje, wzięłam prysznic i poszłam spać. Przyznam się wam szczerze, że jedyne co czekało na mnie w domu to moje psy, od rozwodu rodziców mieszkam sama. Mój ojciec daje mi tylko alimenty i nie wtrąca się w moje życie. Najbardziej tęsknie za mamą i braćmi, zostali w moim rodzinnym mieście, ale często do nich dzwonię, więc nie jest tak źle. Wiem, że moja mama ma dużo pracy, w końcu jest teraz sama z czwórką dzieci, mimo to zasila moje konto, co miesiąc, ale rzadko korzystam z jej pieniędzy. Wolę odpowiadać sama za siebie. Idę spać, jak nic się spóźnię.


***

To mój pierwszy wpis mam nadzieję, że nie jest zbyt krótki. Dziękuje za pomoc z korektą Saanni, jesteś najlepsza :).
Jeżeli coś wam się podoba lub nie piszcie w komentarzach chętnie poznam waszą opinię. Chcesz dowiedzieć się o mnie więcej? Wejdź w zakładkę "O mnie". Niedługo napiszę znowu :)
Szablon wykonała Domi L